Krzysztof Szaszkowski

Krzysztof Szaszkowski

OPERATOR OBRAZU / KAMERY / STEADYCAM / OŚWIETLENIA / FOTOGRAF

TOMART

Ten projekt pojawił się na naszej tablicy dość niespodziewanie. Nikt wcześniej nie wspominał o zdjęciach dla Producenta Kuchni TOMART, nie było żadnych planów, ani nawet przypuszczeń. Na cotygodniowym zebraniu FILMICA,  w piękny poniedziałkowy poranek, nadeszła pilna depesza: „Zamawiamy film. STOP. Na wczoraj. STOP. Zdjęcia od jutra. STOP. TOMART. STOP”. Mieliśmy 24 godziny na opracowanie pomysłu, założeń i scenariusza oraz omówienie ich, zorganizowanie ludzi, przygotowanie sprzętu. Od zawsze mamy przygotowane odpowiednie plany działania na różne warianty i nagłe sytuacje, dzięki czemu jesteśmy gotowi do rozpoczęcia zdjęć w zasadzie „natychmiast”. I tak się stało i tym razem. Punkt 6 rano - pierwszy kufer ze sprzętem wjechał na plan zdjęciowy. 15 minut później ciężarówka była już pusta, a ekipa po pierwszej kawie rozpoczęła pracę.

Mieliśmy do zrealizowania film produktowy o luksusowych kuchniach, o finalnym czasie na poziomie 4 do 5 minut. Styl filmu określony został kolokwialnie jako „chwila dla konesera” i zakładał dużą dawkę estetyki. Miał być wizytówką misji i stylu firmy TOMART.

 FILM



Planem zdjęciowym był duży salon meblowy z wieloma oddzielnymi stoiskami, na których zainstalowane były kompletnie wyposażone kuchnie. Naszym założeniem było pokazanie ich tak, aby sprawiały wrażenie zainstalowanych w domu, a nie na stoisku. Wiedzieliśmy, jak ważne będą tutaj zbliżenia, jazdy i spokojnie zdjęcia. Wszystko musiało błyszczeć, lśnić, być nieskazitelne czyste. Prace rozpoczęły równolegle dwie ekipy: techniczna i „kosmetyczna”. Ta druga rozpoczęła czyszczenie wszystkiego, co miało być filmowane. Kuchnie to m. in. meble, a nie biżuteria – normalnie oglądane są z pewnej odległości. My natomiast musieliśmy pokazać je zdecydowanie bliżej, co wymagało precyzyjnego przygotowania i wypolerowania każdego, ważnego dla nas centymetra kwadratowego. Na wyposażeniu każdego stoiska znajdowały się przeróżne akcesoria, w tym warzywa i owoce oraz produkty spożywcze.









Przy tej realizacji mieliśmy sporo pracy – plan scenariusza zakładał 3 pełne dni zdjęciowe, ale realia i terminy po stronie klienta zmusiły nas do zrobienia tego w 2 dni – i udało się. Musieliśmy stawić czoła kilku wyzwaniom. Przede wszystkim trzeba było wysłonić cały salon czarnymi „murzynami”, zasłaniając wszystkie jego okna, których wysokość wynosiła około 4 metry, a ilość była „niezliczona”. Do tego celu zaangażowaliśmy dodatkową ekipę FILMICA, z działu druku PROSPER, która dostarczyła na plan prawie 200 metrów kwadratowych czarnego materiału i zainstalowała go w oknach i na białych ścianach. Pozwoliło to nam zapanować nad charakterem i kierunkiem światła, ujednolicić jego temperaturę barwową i stworzyć odpowiedni klimat całości. Wysłonienie salonu miało jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę – zlikwidowaliśmy wiele lustrzanych odbić, które generowały niektóre materiały, z jakich wykonane były nowoczesne kuchnie. To ogromnie ułatwiło i przyspieszyło nam pracę.
Kolejnym wyzwaniem było kadrowanie. Stoiska są często tak zbudowane, że ścianki, do jakich przymocowane są szafki i infrastruktura kuchenna, wystają niewiele ponad całość, kończąc się w zasadzie równo z meblami, co odsłania sufit salonu (wysokość kadru), a w przypadku bocznych części stoiska powoduje odsłanianie kolejnych, sąsiadujących kuchni (szerokość kadru). Odpadało ustawianie kamery wyżej i kadrowanie mocno w dół lub maskowanie przy pomocy zabawy z nietypowymi kątami widzenia (przy szerokich ujęciach całej kuchni). Powodowałoby to ogromne zakrzywienia perspektywy, które są róznie się sprawdzają w fotografii architektury czy obiektów wyposażenia wnętrz, charakteryzujących się ogólnie znanym istnieniem pionu i poziomu. Oczywiście stosowaliśmy ciekawe punkty widzenia z optyką szerokokątną, skosy i udziwnienia, ale w ujęciach wewnątrz dekoracji – wtedy zabawa z perspektywą to istny raj w obrazie – ale wszystko z właściwym uzasadnieniem, a nie tylko dla samego efektu. Musieliśmy zatem, w ramach możliwości i czasu, maskować, wszystko, co zdradzało widzowi istnienie stoiska. Nie zawsze było to jednak możliwe, ale w wielu sytuacjach doskonale sobie z tym poradziliśmy. Kolejne na liście wyzwań było chromowane wyposażenie i elementy lśniące, jak baterie, uchwyty od szafek, listwy, przetłoczenia, a nawet zlewy, czy większe powierzchnie. Widzieliśmy się prawie we wszystkim, szczególnie, gdy kamera była w ruchu. Część chromów była prawdziwa, część to imitacja plastikowa, były też powierzchnie lustrzane i drewno lakierowane. Przy korzystaniu z filtra polaryzacyjnego mieliśmy niezłą zabawę, niektóre powierzchnie się nie polaryzowały (metaliczne), inne polaryzowały nieprzewidywalnie (plastiki przy użyciu tego filtra eksponują wielokolorowe plamy), a inne wręcz znikały. To normalne reakcje opisywanych powierzchni na kontakt z filtrem polaryzacyjnym i łatwo z reguły nad nimi zapanować. Gorzej (jak to miało miejsce u nas), gdy powierzchnie takie występują obok siebie, na jednym ujęciu. Musieliśmy bardzo precyzyjnie kierować światło, niektóre elementy wysłaniać „mini murzynami”, od innych odbijać dziwne płaszczyzny, które w odbiciu dawały ciekawe efekty, a jeszcze inne powierzchnie (np. kran) obudowywaliśmy w „mini namiotami” z białego lub czarnego materiału. Mówiąc kolokwialnie – jazda bez trzymanki. Przy okazji trudności ze zbliżeniami i odbiciami mieliśmy dodatkowe wyzwanie – przy tak bliskich ujęciach i stosowaniu obiektywów MACRO - całym sprzętem i samymi sobą zasłanialiśmy oświetlenie. Tutaj sporo blendowaliśmy, używaliśmy małych lampek z dyfuzorami przed nimi, świeciliśmy nawet z bliska wbudowanymi w telefony komórkowe diodami od aparatów, filtrowanymi foliami Full CTO, cały czas starając się zachować ten sam charakter oświetlenia, co w ujęciach ogólnych. Bardzo pomagał nam w tym światłomierz i fotosista, który robiąc dokumentację z planu, pokazywał nam zdjęcia ogólne, jako odniesienie do oświetlania zbliżeń MACRO. Staraliśmy się tworzyć różnorodny klimat przez stosowanie kolorowych filtrów efektowych. Czasem były to odcienie żółci, jako lekkiego słońca, innym razem niebieskie czy nawet czerwienie, w zależności od charakteru i klimatu zdjęć.
Cała infrastruktura oświetleniowa musiała być instalowana poza filmowanymi stoiskami. Żadna z lamp, ani jakichkolwiek urządzeń nie mogło być ustawione w środku dekoracji. Nie było tam miejsca na wstawienie nawet statywu, szyn czy kranu. Radziliśmy sobie na wiele różnych, często zabawnych sposobów. Oświetlenie górne instalowaliśmy w oparciu o mocowania sufitowe. Jazdy kamerowe realizowaliśmy przy użyciu szyny typu slider, wspieranej dwoma monopodami. Innym sposobem na jazdę był mini wózek, który mógł jeździć, np. po blacie stołu. Kamera była na min zainstalowana przy użyciu „magic arm”. Wcześniej ustawiony tor jazdy zapewniał dokładną powtarzalność. Ujęcia typu kran realizowane były przy pomocy monopodu, rozłożonego na całej długości, z umieszczonym obciążeniem na jego końcu. Sam ruch tworzyliśmy na dwa sposoby: operator operował płynnie nomopodem trzymanym w obu rekach, podobnie, jak tyczka mikrofonowa trzymana przez dźwiękowca oraz używaliśmy małego statywu fotograficznego, jako nóg do naszego „monopodowego kranu”. Urządzenia spasowane były ze sobą przy użyciu kilku klamer i „magic arm”, w oparciu o głowicę olejową. Różne kombinacje i przedziwne konfiguracje pozwalały nam w ciągu kilki minut zrobić ujęcie kamery wyjeżdżającej z garnka stojącego na piecu, czy przelot nad zlewem. Jak się okazało, najlepszesą najprostsze rozwiązania i takie też przeważały w tej produkcji.
Po zdjęciach mieliśmy sporo sprzątania, szczególnie z demontażem „murzynów” i płaszczyzn wysłaniających okna. Oczywistym jest, że po każdej produkcji w obiektach zastanych pozostawiamy po sobie idealny porządek. Prace zakończyliśmy jakoś przed północą.
Materiał trafił na montaż po kilku dniach i już od samego początku wzbudzał zainteresowanie. Udało się nam utrzymać określony styl i formę zdjęć. Rozpoczął się zatem montaż, obróbka graficzna oraz produkcja i postprodukcja dźwięku. Napisy dopasowywane były do architektury mebli, aby naturalnie wkomponować je w rzeczywistość. Sam montaż trwał dwa dni, a trzeciego dnia odbyła się prezentacja filmu. W kinie, oczywiście!
  • Autor: Krzysztof Szaszkowski

Ostatnie realizacje więcej »

Mariusz Ancuta
kierownik działu filmowego Szczegółowe informacje, wycena produkcji i kampanii - tel. 95 783 57 13, kom. 501 574 530, e-mail: info@filmica.pl